Usiadłam sobie i czytam. Czytam książkę Jojo Moyes "zanim się pojawiłeś". Nie będę pisać jak książka się zakończyła, ale wiem jak ja bym ją zakończyła. Najpierw jednak krótkie wprowadzenie
26-letnia Lou podejmuje pracę jako opiekunka niepełnosprawnego Willa Traynora. Will ma paraliż cztero kończynowy, nie jest w stanie nawet samodzielnie jeść. Znajomość Dziewczyny z chłopakiem z czasem zmienia się w przyjaźń. Przypadkiem Louise dowiaduje się, że Will postanowił popełnić samobójstwo ( eutanazję). Lou ma pół roku na próbę zmiany decyzji przyjaciela. Czy jej się uda?
Tak mniej więcej opisałabym tę książkę, ale czytając, wgłębiając się poznajemy problemy, z którymi mierzy się niepełnosprawny, a wraz z nim nasza bohaterka Lou. Nie będę komentować zachowania Willa, mówić, że cała idea jest egoistyczna ( na dodatek prośba by zrobili coś takiego jego rodzice jest okrutna) i dodawać, że taka decyzja to tragedia dla wielu osób, i można zrobić wszystko inaczej. Znaleźć cel. Nie, powiem raczej jak ja bym zakończyła książkę, nie mówiąc jak zakończyła ją autorka bo tego dowiecie się czytając. Oto moje zakończenie
Me before you zakończenie alternatywne:
- Will jesteś takim egoistą! - rozpłakała się Lou. - Nie możesz umrzeć. Nie teraz. Nie tuż po tym jak otworzyłam przed tobą swoje serce. Chce przeżyć swoje życie z tobą. Musisz mi pokazać jak mam żyć.
- Lou, to nie wystarczy. Ja nie mogę tak żyć, ciągle zależny od innych... - odparł Will z bólem na twarzy.
- Zależny ode mnie i od Nathana. Dwoje ludzi, których cię kocha. To mój wybór. Chce być z tobą. Takim jakim jesteś. - powiedziałam, ale widząc jego minę Lou zbladła jakby dostała policzek. Nie musiał ruszać ręką by ją zranić. Deszcz padał jej na twarz, była cała mokra. Krople deszczu mieszały się ze łzami. Lou zbiegła po hotelowych schodkach, nie zwracając uwagi na otoczenie. Nagle słychać było pisk, był to najgłośniejszy dźwięk jaki Will kiedykolwiek słyszał. Znacznie głośniejszy od tego, który sprawił, że znajdował się na wózku. Lou upadła na ziemie.
- Lou! - krzyknął Will podjeżdżając do leżącej dziewczyny. Z jej ust sączyła się krew. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.
- Will, obiecaj mi, że będziesz żył. - wyszeptała.
- Louise, proszę. Nie umieraj. Niech mi ktoś pomoże! - gorączkowo próbował namówić ją do walki. Nie mógł sobie wyobrazić życia bez jej uśmiechu, i całej kolorowej otoczki, która sprawiała, że przez ostatnie pół roku wstawał z łóżka. Louise musiała żyć. Nawet jeśli on miał umrzeć. Czuł, że jej serce bije coraz wolniej.
- Lou proszę. Kocham cię. Razem zobaczymy Paryż. Obiecuję. - szeptał jej obietnice, a na jej twarzy malował się delikatny uśmiech. Lekko przymknęła oczy. Will wiedział, że to już koniec. Nie umiał sobie wyobrazić życia bez niej. Nie umiał jednak sobie wyobrazić, że umrze, mimo tego, że Lou tak bardzo pragnęła by żył. Pocałował ją delikatnie w policzek.
- Spróbuję kochanie. Spróbuję żyć - szepnął słysząc w oddali sygnał nadjeżdżającej karetki.
The end
W drugiej części "Kiedy odeszłaś" ( tytuł zmieniony) pokazałabym jak Will walczy ze sobą by dotrzymać obietnice dane Lou. Zaczyna podróżować by pokazać Lou świat, w którym chciałby aby wraz z nim była, poznaje możliwości, a na końcu godzi się z tym, że jest niepełnosprawny. Ale to moja wersja. Która lepsza?
O życiu słodkim jak czekolada: raz gorzkiej, raz słodkiej jednak zawsze pełnej smaku z nutą pozytywnego zaskoczenia i rozkoszy. Przy tym filiżanka dobrej kawy lub herbaty by wywróżyć sobie przyszłość z fusów. Życie zawsze jest pełne magii, jeśli tylko umie ją dostrzec. Życzę wydzielania endorfin przy czytaniu!
niedziela, 23 października 2016
czwartek, 13 października 2016
Kobieta kocha bardziej
Gdybym była singielką być może objadałabym się teraz chipsami, oglądając komedię, w której jakiś facet dostaje wycisk, ale nie jestem. Pogodziłam się z Tomem. On przeprosił ( choć powiedział, że nie czuje się winny) ja mu wybaczyłam ( bo uważałam, że mimo iż jest winny to zasługuje na wyrozumiałość) i tak jakoś wyszło, że mnie pocałował, rozbroił i pozwoliłam mu zostać na cały wieczór. Obejrzeliśmy film, ale nawet nie wiem jaki, bo w głowie wciąż miałam myśl, że mimo wszystko ja i Tom się nie rozstaliśmy. Później Tom bawił się komórką ( być może wysyłał sms-y, ale nie jestem pewna), a ja czytałam oparta o jego ramię i było mi tak dobrze, że już kompletnie zapomniałam o co się pokłóciliśmy. Obiecałam sobie być bardziej wyrozumiała. W końcu to my kobiety mocniej czujemy i być może dlatego czasami (ale naprawdę rzadko) przesadzamy, ale ja mogę pohamować. Dla dobra naszego związku. Bo na rozstaniu traci ten komu bardziej zależy, kto bardziej kocha, a wydaje mi się, że tym kimś jestem ja. No powiedzmy szczerze myślę, że zazwyczaj jest to kobieta. Te wszystkie uczucia w naszych głowach. Gdyby facet miał przeżyć je przez jeden dzień to by już dawno wybuchła trzecia wojna światowa. Wierzcie mi na słowo.
Etykiety:
Aktualne wydarzenia
niedziela, 11 września 2016
Szukam przyjaciela
Jeśli myślisz, że nie masz dla kogo żyć to pomyśl o mnie. Ja zawsze szukam przyjaciół i nie pozbawiaj mnie szansy poznania własnej osoby.
Etykiety:
Z notatnika czyli myśli niepoukładane
piątek, 9 września 2016
Jeden gatunek czyli ja nie kura domowa, a on nie płacze
Etykiety:
Aktualne wydarzenia
wtorek, 30 sierpnia 2016
Po komu potrzebny dystans? czyli facet jak szampon
Tommy ze mną nie zerwał, ale postanowił zachować dystans, bo potrzebuje przestrzeni. Co do do świętej krówki ma znaczyć? W końcu nawet nie mieszkamy razem, i jak na moje oko ma sporo przestrzeni. Niby żyć mu nie daje? Nie jesteśmy jak stare dobre małżeństwo, w ogóle nie jesteśmy małżeństwem! Faceci to dziwny gatunek. Dystans mu potrzebny, myślałby kto. Niech go sobie weźmie i wsadzi... Nie będę tutaj wyrażać się wulgarnie. Obejrzę sobie więźnia labiryntu, a co. Tom niech żałuje. Mógłby tu być... Ja będę zadowoloną z życia singielką. Taki plan mi się podoba. Faceci są z Marsa, a kobiety z Wenus jak mówią. gatunek męski jest jak... dobry szampon. Nie znajdziesz takiego, który robił wszystko co jest potrzebne, tylko trzeba wybrać jeden ( np. na gęste włosy), a zresztą się męczyć ( np. z rozdwojonymi końcówkami). Tyle, że dobry facet nie istnieje.
Etykiety:
Aktualne wydarzenia
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Do połowy pusta szklanka
Co łączy optymistę i pesymistę ( no wiecie takiego z gruntu zawsze przekonanego, że wszystko jest na nie)? Obydwoje zgadzają się, że szklanka nie jest pusta, ani pełna, że ktoś napełnił ją do połowy i tak zostawił. To się nazywa realizm zdaje się. Dlatego gdy Tom zadzwonił po wielkiej kłótni i chciał się spotkać, to ja nie spodziewałam się wiele, no bo byłam realistką. Zamierzałam schować optymizm, oczekiwania i podejść do sytuacji na chłodno. Chciałam wypracować kompromis, bo choć ja i on byliśmy dla siebie stworzeni, to on nie powinien być podejrzliwy, a był. W stosunku do mnie i Maksa. Owszem może i go pocałowałam ( nie raz, a dwa razy nawet), ale Tom o tym nie wiedział, więc powinien mi ufać. To podstawa związku, tym bardziej, że kochałam Toma, a Maks to tylko przyjaciel, z którym od czasu do czasu się całuje. Kropka. Tak więc zachować dystans i ma mnie przeprosić. W końcu nie jestem puszczalska. Maks jest diabelnie przystojny, a ja... raz czy dwa uległam. Nie całkowicie tylko... doustnie, że tak powiem i ten drugi raz był wtedy gdy byłam śpiąca i zmęczona, więc się nie liczy, choć to dosyć miłe wspomnienie. Nie o tym jednak chciałam mówić. Po prostu musi mnie przeprosić. Jestem optymistką. Na pewno się uda, w końcu po co innego chciałby się spotkać? Daria ma pomysły. Może chce to definitywnie zakończyć. Boże, mam czarne myśli, a jeśli Daria ma rację? Może nie powinnam chcieć przeprosin? Może wystarczy mi, aby był przy mnie? Dystans i opanowanie, to moje drugie imię. A co jeśli? ....
Etykiety:
Aktualne wydarzenia
niedziela, 7 sierpnia 2016
Miłość jak lody po prostu spróbuj!
Miłość jest jak lody. Każdy ma ulubiony smak i pewne oczekiwania. Można się rozczarować lub też pozytywnie zaskoczyć. Mogą mieć kwaśny posmak lub też szokować słodyczą, rozkosz może trwać chwilę lub natychmiast się skończyć. Jednak wiele zależy od nas. Od tego czego chcemy, na co jesteśmy przygotowani i czy jesteśmy gotowi wskoczyć na głęboką wodę i dać się zaskoczyć czy pozostajemy przy swoim smaku bojąc się ryzyka lub też jesteśmy na wiecznej diecie i po prostu przechodzimy obok nie wiedząc że tracimy coś "niepowtarzalnego". Miłość jest jak lody - warto "ich/jej" spróbować :)
Etykiety:
Z notatnika czyli myśli niepoukładane
Subskrybuj:
Posty (Atom)


