sobota, 23 grudnia 2017

Renifer z Polski

Nie zapisałam ani jednej myśli od bardzo długiego czasu. Dopiero gdy nareszcie znalazłam wolny czas dorwałam się do klawiatury i zamarłam. Uświadomiłam sobie, że czas był mi potrzebny, aby zrozumieć, że jestem szczęśliwa. Mam chłopaka, z którym zamierzam spędzić jutrzejszy dzień i przyjaciółki, które pomogły mi w zakupach przedświątecznych, a jeśli przyjdzie co do czego mogę do nich zadzwonić w środku nocy, a one odbiorą nie po to aby mnie obsunąć, że ich budzę, lecz mnie wysłuchają. Mam też współlokatora, którego nie chcę jutro zostawiać samego. Tak, wiem on też ma przyjaciół. Ma też tą swoją przybraną rodzinkę, ale kto mu upiecze ciasto? ( no przynajmniej kupi gotowe). Kto przytuli i wsunie prezent pod choinkę? Przecież nie renifer z Laponii! Chyba, że tym reniferem będę ja! Tak więc plan gotowy: święta będą u nas. W domowej atmosferze. Bez spalenizny. Ja nie gotuję, ale zacznę w przyszłym roku. Nie czas jeszcze na postanowienia.

środa, 6 września 2017

Rutyna czyli o czym śni Maks

Praca. Dom. Praca. Dom. Normalna rutyna, no nie? Niezupełnie, choć mogę dodać, że nawet gotuję obiady. Tyle, że nie dla męża tylko Maksa, a czasami mam wrażenie, że on nadal mnie kocha, a czasami że chciałby sobie sprowadzić do domu dziewczynę i powstrzymuje się ze względu na mnie. Nie wiem co gorsze. Wczoraj nocowałam u Angeli, ale nie mogę tak codziennie, a do domu wrócić nie mogę mam swoją dumę. U Toma też nie mogę nocować, żeby nie czuł się winny, że nie ma kasy na wspólne mieszkanie ( wiem, że ten mój książe z bajki biedny jest, ale i tak go kocham). Tak, więc czeka mnie kolejna bezsenna noc z myśleniem o Maksie i jego haremie istniejącym lub nie. A może to ja jestem w jego snach. Miła myśl. Przynajmniej trochę. Muszę to przyznać. No, ale mam nadzieje, że nie jestem jedną z wielu lasek w jego snach. Muszę mu się lepiej przyjrzeć. Jak mrówce pod lupą. Zgłębić męską psychikę. Brrr.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Czy miłość ma swoje granice?

Leżę na plaży, a na moje ciało padają promienie słońca. Sączę powoli drinka i patrzę na wodę, mrużąc delikatnie oczy. Nie, nie, nie. Nigdzie nie wyjechałam, lecz to słońce zawitało do naszego kraju. Ja się nie opalam tylko przysmażam i czym prędzej pełznę do cienia, bo jutro albo może jeszcze dzisiaj wieczorem będzie mi złaziła skóra jak wężowi. Tom chichocze ze mnie. Dostanie z wody to przestanie, niech ma. Niech się śmieje. Nie zamierzam się więcej opalać. Nie, nie, nie. To w ogóle nie jest mi potrzebne do szczęścia. Słońce tak, opalanie nie. Tom mówi zawsze, że kocha mnie taką jaką jestem. Niech więc kocha wielkie białe yeti, które zajada się lodem śmietankowym z bakaliami. Sprawdzimy go czy mówi prawdę. Karty na stół panie Frost. Kocha mnie pan czy nie kocha?


poniedziałek, 17 lipca 2017

Wakacyjny wyjazd? Nie ze mną te numery!

Mam takie wrażenie, że miasto latem, w czasie wakacji wygląda jak po inwazji zombi. Przynajmniej popołudniu. W telewizji same powtórki, sklepy pozamykane, biblioteki także. Ludzi mało. Jakby wszyscy nagle postanowili wyjechać nad morze. Co tam jest czego tu nie ma? Muszelki? Wodę i słońce mam tutaj. Rybek i tak bym nie kupiła, bo najpierw musiałabym spojrzeć im w morskie zapłakane oczy, a tak z dala od wody mogę myśleć, że może nie wiedziały co się dzieje. No i tłok na plaży. Nie, nie, nie. No i najważniejsze. Tutaj mam ludzi, z którymi naprawdę świetnie się bawię. Nie wyjeżdżam. Będę pić soczek, leżeć na kocu i relaksować się całkiem za darmo. Nie podążę za modą wakacyjnych podróży. Zostawię to gwiazdom Hollywood, które mają zbyt dużo kasy i ... zostawię to im po prostu

niedziela, 16 lipca 2017

Co ja czytam ostatnio?

Kończę czytać Owocową serię Izabeli Sowy. Wakacje to dobry czas na książki lekkie i przyjemne z odrobiną humoru. Takie książki, które poprawią już i tak dobry humor i sprawią, że masz ochotę wyjść z domu o każdej porze. Horrory są dobre na zimę, bo wtedy możesz spokojnie drżeć ze strachu skryta pod grubym kocem, być może wtulona w swojego misia, oczywiście mówiąc mu, że to z zimna, nie ze strachu. Tak, więc sięgnięcie po książki Izabeli Sowy latem nie było błędem. Było wesoło, lekko i przyjemnie. Cała seria, choć powtarzalna ( podobna tematyka wszystkich trzech książek) mnie przypadła do gustu, ale ostatnio uwielbiam powtarzalność akcji, więc to może moja prywatna mania. Na przykład taka Kerrelyn Sparks i jej seria miłość na kółku. Po prostu uwielbiam postać Gregoria i dlatego polubiłam całą serię. Przydałby mi się taki przystojniak.


Mega przystojniak nie? Zdjęcie zaczerpnięte z z twittera Gregoriego Holsteina. 
Jeśli autor nie wyraża zgody na pojawienie się jego zdjęcia na moim blogu to przepraszam i proszę o kontakt to usunę, choć to przykre, bo to prawdziwy przystojniak. 

piątek, 14 lipca 2017

Desposito

Po za tym utworem despasito nie dodam nic więcej. No może tylko to, że słucham go razem z Tomem, a Maks dyskretnie się ulotnił.



poniedziałek, 10 lipca 2017

Gdy się nie ma tego co się lubi...

Jest taki moment w życiu kiedy należy, niektóre rzeczy uporządkować. Zwłaszcza, gdy mieszka się współlokatorem, który jest nie tylko nieziemsko przystojny, ale też jest twoim przyjacielem. Niestety w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że chłopak to chłopak co niesie ze sobą pewną mieszankę genów, z którymi nie wygra, choć w pewnym sensie nawet nie walczy. Dlatego też pośpieszyłam dzisiaj do sklepu i zaopatrzyłam się w kubek, ale nie byle jaki kubek, tylko kubek z imieniem. Co mnie oburzyło to, to, że nie mieli kubka z imieniem Natalia ( co ja mam poradzić, że mama takie imię mi na chrzcie dała i z takim przyszło mi żyć?). No, ale od czego jest drugie imię czy trzecie. Tak więc zakupiłam kubek, a w sklepie obiecali, że zamówią wkrótce i z moim imieniem, tak więc teraz Maks, gdy będzie sobie robił kawę i brudził kubek to swój nie mój, bo jemu też kupiłam. Przezorny zawsze ubezpieczony.