czwartek, 29 czerwca 2017

Jak zwalczyć strach i pomóc koleżance?

Powinnam pomyśleć o wakacjach. Długich. O plaży, o słońcu o wszystkim do dobre. Nie myślę jednak o tym. Myślę o kimś i to nawet nie jest Tom, co byłoby zrozumiałe i naturalne jako, że go kocham i dosyć często o nim myślę. Nie myślę też o Maksie, który zajmuje pozycję numer 2 w moim zagmatwanym życiu i sercu. Nie o przyjaciołach, których kocham i za których zapewne gdyby trzeba było oddałabym życie ( choć może to tylko książkowy zwrot, nie wiem, nie wydaje mi się); czy rodzicach, którzy, choć kochani to potrafią naprawdę skomplikować życie. Poznałam nową przyjaciółkę. Ma na imię Jane i chyba opisała się dosyć trafnie "gdyby przeciętność miała imię to było to moje imię". Jest przeciętna, w dziwnym ogólnikowym tego słowa znaczeniu. Nie ma ukrytych talentów czy urody, która by urzekała, lecz lubię ją i dlatego dla mnie wcale nie jest przeciętna. Lecz ona się tym gryzie, a ja nie wiem jak pomóc, bo czy cokolwiek co powiem może jej poprawić nastrój? Być może to kwestia nie udanych związków lub niezbyt lubianej pracy, czy zbyt mało komplementów wypowiedzianych wtedy gdy były naprawdę potrzebne, ale Jane dołuje się tym, że nie jest kimś, lecz tylko tłem. Nie zauważam tego gdy rozmawiamy, lecz może powinnam, bo przecież ona tak czasem milczy, lub ma nerwowe tiki. Ona tak bardzo łaknie akceptacji, a ja ją daję, ale myślę, że ona nie do końca w to wierzy. Więc teraz zamiast myśleć o wakacjach myślę o niej. Bo nie chcę by była smutna. Rozumiem, że niedobrze jest być tylko tłem. Czasami po prostu człowiek chce być na pierwszym miejscu, albo przynajmniej drugim, Nie zawsze na szarym końcu. Człowiek powinien zauważać dobre strony, ale jak pomóc komuś je dostrzec? Zwłaszcza komuś kto tak bardzo się boi, że nie daje się poznać? Przypomniała mi się taka refleksja: potwór spod łóżka/z szafy nigdy nie znika, zmienia tylko formę wraz z naszym dorastaniem. Więc należy być wyrozumiałym dla kogoś kto się boi, mimo iż uważamy, że ten strach jest absurdalny, bo ta osoba jest jak dziecko, które pomimo swojego lęku idzie bardzo powoli by spojrzeć do szafy. Ono wie, że dorośli powiedzieli mu, że nic tam nie ma, ale chce samo sprawdzić. Po ciemku, idzie powoli i mierzy, ze swoim strachem. Tak samo my dorośli tylko nasz potwór to zwolnienie z pracy, szef, czy podwyżki. Jeśli tylko uwierzymy damy sobie radę ze wszystkim, a każdy koniec, może być początkiem czegoś dobrego. Lecz niektórzy tak się boją, że wciąż leżą z głową pod kołdrą. Boją się opinii innych, nowych sytuacji czy wyzwań. Jane powinna wiedzieć, że są ludzie, którzy jej nie zostawią i to są właśnie przyjaciele. Wtedy by się nie bała. Jednak jak sprawić by w to uwierzyła? Dam radę. Coś wymyślę.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Świetna piosenka Lany de Rey

Ostatnio kocham tę piosenkę i muszę dodać, że odpowiada mojemu nastrojowi ostatnio.

Jak unikać nieproszonego gościa?

Wyłączona komórka co może oznaczać. Nie, nie walkę z nałogiem. Nie, nie, nie. Na dźwięk domofonu także nie reaguje, a do sklepu wymykam się pochylona, skulona, na ciemno ubrana. Ale po kolei. Moje życie wyglądało tak spokojnie. Balansowanie na granicy miłości do Toma i Maksa, pracą u szefa, który mnie nie lubi i którego nie lubię ja. Próbę ratowania moich relacji z rodzicami, którzy nadal nie do końca wybaczyli mi wyprowadzkę do Maksa. Czy też może w ogóle wyprowadzkę. Nie wiem. W każdym razie było spokojnie i relaksująco, aż tu nagle koniec. Wszystko zaczęło się gdy chodziłam sobie po sklepach, aż tu nagle słyszę głos, którego miałam nadzieje, nigdy więcej nie słyszeć. Odwracam się i okazuje się, że nie myliłam. Cecylie. Mój odwieczny wróg, truciciel mojego szkolnego życia i po prostu małpa w spódnicy. Gdy z nią gadam zawsze mam kłopoty. No cóż, jedno co trzeba o mnie wiedzieć to to że umiem robić dobrą minę do złej gry, tak więc uśmiechnęłam się kompletnie nieszczerze.
- Natalka, jak miło cię widzieć! - zaczęła i przez przeważającą większość rozmowy mówiła o sobie. Wprost nie mogła uwierzyć, że nadal jestem z Tomem. Z jej tonu wnioskowałam, że jest zdziwiona, że on ze mną nie zerwał, a nie, że ja z nim. Taki słodki chłopak powtarzała kilkakrotnie. Może jestem przewrażliwiona nie wiem, ale miałam wrażenie, że ma na niego ochotę. No, a na koniec dodała, że do mnie wpadnie. Tak, więc z grzeczności przytaknęłam, bo jestem głupia i nie chciałam jej mówić, że nie mam na to kompletnie żadnej ochoty. Więcej: większą ochotę miałabym na leczenie kanałowe, ale cóż dobre wychowanie przekazane mi przez mamę i artystę ( którzy teraz byliby ze mnie dumni) nie pozwoliło mi na to. I tak unikam gościa, który co prawda do tej pory nie zadzwonił i nie przyszedł, ale może to zrobić, a ja będę wtedy udawać, że mnie nie ma. Wyjechałam w bardzo ważnej sprawie i nie wiem kiedy wrócę.

środa, 19 kwietnia 2017

Po urodzinowy brak zmiany czyli co na zewnątrz a co w środku

Święta i po świętach. Niby wszystko po staremu, jestem jaka byłam ( no może tylko trochę szersza na boki) i nie czuję zmiany. Nie czuję żadnego olśnienia i nie czuję mądrzejsza. Byłam na warsztatach literackich by opisać ten stan żadnych- zmian- po- urodzinach. Za to zakupiłam czarny żakiecik i spódniczkę. Będę wyglądać poważniej, jeśli tak się nie czuję!

sobota, 8 kwietnia 2017

Co się wiąże z 26 urodzinami?

Siedzę sobie piszę, choć jest sobotni wieczór. Tak, tak zaraz idę potańczyć, ale najpierw muszę zapisać smutną refleksję jaka mi wpadła do głowy wraz z tańcem i drinkiem. Otóż za tydzień ( dokładnie 8 dni) skończę dwadzieścia sześć lat i jako poważna kobieta to ja już chyba nie powinnam chodzić sobie i tańczyć. Powinnam zainwestować w kupno czarnego poważnego żakietu i okularów. Bizneswomen w jeden dzień. To znaczy czysta powaga, bo już będę poważnym dorosłym człowiekiem, dla którego studia są już wspomnieniem zamierzchłej przeszłości ( rok temu ukończone, więc bardzo dawno temu). Za tydzień tylko poważne decyzje, ale dzisiaj zabawa! Zabawa! Zabawa!

czwartek, 6 kwietnia 2017

Historyczny moment

Ha! Dzisiaj historyczny dzień moja kochana mama, posłała swój telefon na emeryturę. Telefon miał 9 lat i chyba najwyższy czas aby samsung skończył swój telefoniczny żywot. Mamie szkoda, a ja no cóż kończy się pewna epoka.


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Fray Never say never

Najpiękniejsza piosenka dla mnie przynajmniej ostatnio. Mogłabym słuchać godzinami. Postanowiłam się podzielić, ponieważ uważam, że każdy sposób na pozbycie się smutku jest dobry ( a dzięki tej konkretnej piosence, smutek szybko znika i czuję się lepiej). Gdy siedzę sama, a Toma nie ma ta piosenka sprawia, że mimo wszystko uśmiecham się i mam nadzieje, że na was ten utwór podziała na was podobnie.